Dostajemy baty od reszty Polski

09:53 pt. 01-01-2010 — maryla

A A A

Dostajemy baty od reszty Polski

Marek Dźwigaj: Ciąg na dofinansowanie jest. Ale firmom się nie udaje.

Rozmowa. Nasze firmy są nieskuteczne w ubieganiu się o dotacje na innowacje – mówi Marek Dźwigaj, dyrektor Regionalnej Instytucji Finansującej przy Podlaskiej Fundacji Rozwoju Regionalnego.

 Kurier Poranny: Podsumujmy pierwszy rok wdrażania Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Jakie wnioski?

Marek Dźwigaj: Ten program bardzo różni się od wcześniejszych. Wcześniej były oddzielnie dotacje na inwestycje, a oddzielnie na doradztwo czy szkolenie. W tym programie koncentrujemy się na osiągnięciu jakiegoś efektu i do tego dopasowujemy jednocześnie wszystkie narzędzia: inwestycje, szkolenia i doradztwo. Skutek jest taki, że wszyscy trochę się gubią w składaniu tych elementów ze sobą, bo przyzwyczaili się już do szufladkowania.

Czyli oferta programu jest korzystniejsza, ale przedsiębiorcy mają problem z jej wykorzystaniem?
– Tak. I to skutkuje błędami we wnioskach i projektach. Druga obserwacja – w porównaniu do poprzednich programów teraz płyną tu ogromne pieniądze. Np. z przedakcesyjnych programów Phare i z pierwszych funduszy strukturalnych (okres od 2002 do 2008 roku – przyp. red.), którymi zajmowała się fundacja, do województwa wpłynęło ok. 150-160 milionów złotych dla firm. A teraz mamy zamknięty zaledwie jeden rok POIG i już mamy 140 milionów złotych.
Ale gdy porównamy liczbę dofinansowanych projektów, to jest ich kilkakrotnie mniej teraz niż w latach 2002-2008. Ilość przechodzi w jakość. Zamiast ogromnej liczby malutkich projekcików są tylko duże projekty. Warte nawet kilkadziesiąt milionów złotych, jak np. projekty inwestycyjne Cezara czy Instalu. I kolejna uwaga – w tym programie innowacyjność ma kluczowe znaczenie. W Phare na 100 punktów za innowacje można było ich dostać 5. W sektorowych programach operacyjnych od 10 do 26 punktów. A w POIG innowacyjność projektu jest warta 71 punktów.

Jak to wpływa na skuteczność podlaskich firm w ubieganiu się o dotacje?
– Im bardziej wzrasta waga innowacyjności, tym mniejszy jest udział dofinansowania podlaskich firm w ogólnym budżecie programu. Czyli im większe wymogi, tym większe dostajemy baty od reszty Polski. A i tak jeszcze nie jest najgorzej. Przyjmuję taki prosty miernik: firmy z woj. podlaskiego to 2,5 procent wszystkich firm polskich. Zakładam więc, że jeżeli dostajemy z tego dotacyjnego tortu więcej niż 2,5 procent, to jest dosyć dobrze. Jeżeli dostajemy mniej, to znaczy, że ucieka nam świat. I to uciekanie już widać.

Nie ubiegamy się o dotacje z tej puli?
– Pozytywne zaskoczenie polega na tym, że jest stosunkowo dużo składanych wniosków. Np. z działania 4.4 na dofinansowanie inwestycji o wysokim potencjale technologicznym owe 2,5 procent firm z Podlasia złożyło 3,9 procent wniosków w skali kraju. Czyli ciąg na dofinansowanie jest. Ale firmom się nie udaje.

Nie umiemy skonstruować wniosków czy to, co nam się wydaje innowacyjnym pomysłem, na tle kraju nim już nie jest?
– Wydaje się, że chodzi o charakter przedsięwzięć. Czyli np. gdzieś w Polsce ludzie zajmują się biotechnologiami, a my tu nowoczesnymi elektronarzędziami. Tutaj firmy mają inną historię, kulturę, inne rynki. Inaczej się rozwijają niż na zachodzie czy w centrum Polski.
I na koniec obserwacja zabójcza, a dotycząca ostatniego, lipcowego konkursu w ramach inwestycji innowacyjnych. To duże projekty – dofinansowanie nawet 40 mln złotych. Pieniądze w całym kraju dostało 112 firm – tylko jedna z Podlasia.
Mieliśmy też przecież możliwość dofinansowania rozpoczęcia działalności w Internecie – to ten program, do którego w całej Polsce ustawiały się kolejki. W tym wypadku zapóźnienia regionalne mają minimalne znaczenie, bo tu wystarczył pomysł i dostawało się wszystko. To tylko kwestia mentalności i ciągu na rozwój. Studentów mamy w Białymstoku z 40 tysięcy, silny wydział informatyczny i uczelnie biznesowe. I co? U nas w tym konkursie wpłynęło dwa razy mniej wniosków (40) niż w Lublinie!

Dlaczego tak jest? Najaktywniejsi Podlasianie stąd uciekają, bo region za nimi nie nadąża?
– Chyba to jednak kwestia kształcenia. Absolwenci prawa czy ekonomii są sekretarkami. To nie jest wykształcenie biznesmena. Jest sprofilowane tak, aby absolwenci weszli w struktury tradycyjne. To przybijające. W dodatku wnioski, które wpłynęły, w większości zostały złożone przez osoby, które miały do czynienia z dotacjami, albo byli to biznesmeni przy okazji zakładający Internet. Są też wnioski od młodych, rzutkich osób, ale jest ich niewiele – 20 proc. A liczyliśmy, że to będzie przewaga.
 

Rozmawiała: Maryla Pawlak-Żalikowska
Nie oddano jeszcze żadnego głosu