A A AZ regionukomentarze (2)

Pepees Łomża. Nasz cel to Polska Skrobia.

Wojciech Faszczewski, prezes Pepees Łomża

Wojciech Faszczewski, prezes Pepees Łomża

Z Wojciechem Faszczewskim, prezesem Pepees Łomża, rozmawia Barbara Kociakowska.

Kurier Poranny: W ostatnich latach Pepees miał kłopot z akcjonariuszami, którzy nie mogli dojść do porozumienia. Skąd się brały te problemy i czy można już powiedzieć, że to przeszłość?

– Sytuacja jest złożona. Pepees jest spółką publiczną notowaną na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Prywatyzacja spółki miała miejsce na początku lat 90-tych. Spółka była także w programie NFI. Kiedy fundusze inwestycyjne, sprzedały pakiety akcji Pepeesu, okazało się, że wiele udziałów zostało skupionych wokół – wówczas jednego z bardziej znanych inwestorów – Józefa Gierowskiego. Wszyscy spodziewali się, że firmę czeka wielki rozwój, a było odwrotnie. Doszło do silnego konfliktu w akcjonariacie, gdyż część osób nie zgadzała się z polityką Józefa Gierowskiego, widząc w niej zagrożenie dla bytu spółki. Trwało to 3-4 lata. Sytuacja poprawiła się i strony zaczęły się lepiej rozumieć, kiedy doszło do sprzedaży Browaru Łomża, którego byliśmy właścicielem. Sprzedaliśmy go w 2007 r. duńskiej spółce Royal Unibrew. Browar zyskał strategicznego inwestora i rozwija się. Natomiast akcjonariusze Pepeesu, dzięki wezwaniu do sprzedaży akcji, zarobili bardzo dobre pieniądze.
Minęło kilka lat i teraz stajemy przed kolejnym wyzwaniem. Dążymy do konsolidacji branży skrobiowej – chcemy stworzyć holding, może o nazwie Polska Skrobia, na kształt Krajowej Spółki Cukrowej (Polski Cukier).

Ilu teraz jest głównych akcjonariuszy?

– Należą do nich przede wszystkim Maciej Grabski, twórca Wirtualnej Polski oraz Krzysztof Borkowski, przewodniczący Rady Nadzorczej z pokaźnymi pakietami – o. 10 proc. Jeszcze kilkanaście dni temu należało zaliczać do największych akcjonariuszy Midston i inne spółki, za którymi stoi Józef Gierowski. Ostatnie informacje wskazują, że ta firma formalnie pozbyła się już prawie wszystkich akcji pozostawiając sobie tylko niewielki pakiet, ale kto wie jak to wygląda naprawdę... Pozostały akcjonariat jest rozproszony. Jest to grupa akcjonariuszy z całej Polski.

 

Zobacz także. Giełda: akcje podlaskich firm w ciągu miesiąca w dół o średnio 20 procent.

W ubiegłym roku powstała spółka córka – OZ Energy. Czym się będzie ona zajmować, w jakim celu została utworzona?

– To jest spółka celowa, Pepees ma w niej 100 proc. udziałów. Została powołana do zrealizowania strategicznego celu – wykorzystania ścieków skrobiowych z krochmalni do produkcji biogazu we własnej biogazowni. Zamierzamy na ten cel pozyskać fundusze unijne i inne dotacje. Pepees, z różnych powodów, nie mógł sięgnąć po dotacje, m.in. także ze względu na postawę jednego z dużych udziałowców, Józefa Gierowskiego. Jego cypryjska spółka – Midston nie podawała danych o sobie. Tymczasem zgodnie z obowiązującymi wymogami każdy kto ma ponad 25 proc. akcji, powinien to robić – określić się kim jest. Kilkakrotnie próbowaliśmy, ale nigdy nie otrzymaliśmy oficjalnie wymaganych do otrzymania dotacji informacji. I przez to, możliwość uzyskania dotacji na inwestycje uciekała.

Ale teraz sytuacja chyba się zmieniła – mam na myśli strukturę udziałów?

– Stała się chyba bardziej skomplikowana, przynajmniej według najnowszych informacji. Ile akcji naprawdę kontroluje Józef Gierowski przez związane ze sobą spółki i inne podmioty, przekonamy się na najbliższym walnym. Zwołujemy je na 10 kwietnia, bo chcemy pozyskać pieniądze na zakup Przedsiębiorstwa Przemysłu Ziemniaczanego Trzemeszno. Chcemy przedstawić akcjonariuszom sytuację, pomysł i przekonać ich do tego, by objąć akcje – planowana jest emisja z prawem poboru – i znowu zainwestować w firmę. Ministerstwo Skarbu Państwa podjęło działania w sprawie prywatyzacji Trzemeszna. Do 13 kwietnia trzeba złożyć ofertę. Niezależnie od różnic, mam nadzieję, że przekonamy akcjonariuszy, że cała grupa Pepees ma szansę na rozwój i warto poprzeć zamierzenia Zarządu w sprawie Trzemeszna i całą ideę Polskiej Skrobi.

 

 

W strukturach Pepeesu już znajdują się inne spółki. Może przypomnieć pan obecny stan posiadania?

 

– Kilkanaście lat temu został kupiony pakiet większościowy Zakładów Przemysłu Ziemniaczanego w Lublinie. Mieliśmy tam ponad 50 proc. udziałów. W minionym roku odkupiliśmy od Skarbu Państwa 28 proc. Teraz mamy w ZPZ w Lublinie ponad 80 proc. udziałów. Resztę mają pracownicy. Lubelska spółka produkuje syropy glukozowe i grysik ziemniaczany. Rok temu kupiliśmy większościowy pakiet udziałów w spółce z o.o. Zakłady Ziemniaczane Bronisław, które specjalizują się w produkcji skrobi ziemniaczanej – podobne jak zakład w Łomży – oraz płatków ziemniaczanych z odmian jadalnych. Wszędzie te kierunki produkcji chcemy kontynuować. Nasze najnowsze „dziecko”, czyli zakłady w Bronisławiu znajdują się w woj. kujawsko-pomorskim, czyli w zagłębiu ziemniaczanym. Nie ma tam problemów z surowcem. Zostały kupione w bardzo trudnej dla nich chwili. Dosłownie dni dzieliły zarząd spółki od złożenia do sądu gospodarczego wniosku o upadłość. Były bardzo duże problemy z płynnością, niezapłacone należności dla rolników z dwóch lat. W sumie uzbierało się 3,5 mln zł zaległości wobec rolników. Gospodarze nie chcieli już sprzedawać im surowca. Gdybyśmy tam nie weszli, to byłby koniec tej firmy. Zorganizowaliśmy spotkanie z plantatorami, zapewniliśmy, że spółka spłaci stare długi i będzie płacić na bieżąco za aktualną kontraktację. Rolnicy zaufali nam, zostali spłaceni, a w ubiegłym roku otrzymali pieniądze za dostarczone ziemniaki w ciągu 30 dni od dostawy.

Jaki procent udziałów macie w krajowym rynku skrobi?

– Teraz jest to około 30 proc. Gdybyśmy przejęli spółkę w Trzemesznie byłoby to ponad 40 proc. Zakłady grupy Pepees przerabiają rocznie około 200 tysięcy ton ziemniaków skrobiowych i jadalnych. Do tej pory produkcja skrobi ziemniaczanej w Unii Europejskiej była limitowana. Teraz już limitów nie ma, a moce produkcyjne mamy o wiele większe. Produkowaliśmy znacznie mniej z powodu braku surowca. W okolicach Łomży dominują największe polskie mleczarnie. Rolnicy zaczęli odchodzić od uprawy ziemniaków. Przestawili się na produkcję mleka.

Czyli w Łomży moglibyście produkować znacznie więcej, tylko nie macie surowca? Czy jeszcze w jakimś zakładzie macie podobne problemy?

– Zakłady ziemniaczane w Bronisławiu i w Trzemesznie, który teraz badamy, leżą w zagłębiach ziemniaczanych. Tam surowiec uprawiany jest w promieniu 50-60 km od zakładu. Dlatego Pepeesowi zależało na tych zakładach, bo tam jest zapewniony surowiec.

A w Łomży jak to wygląda? W promieniu ilu kilometrów znajdują się uprawy?

– Tutaj średni promień dostawy bywa większy niż 130 km. Mamy nawet dostawy z ponad 300 km, co przy tej cenie paliw jest mało uzasadnione ekonomicznie. Jeżeli zbudujemy silną grupę, wokół której skupione będą zakłady w Bronisławiu, Lublinie i Trzemesznie, na rynku pozostałaby jeszcze grupa skupiająca zakłady w Wielkopolsce, które i tak są już powiązane kapitałowo oraz kilka mniejszych firm, które znajdą się w bardzo trudnej sytuacji w konkurencji z zachodnimi spółkami. W Europie Zachodniej produkuje się prawie 2 mln. ton skrobi, a w całej Polsce 110 tys. ton. A popyt jest kilkukrotnie wyższy niż produkcja. Sprzedajemy też skrobię i wyżej przetworzone produkty na całym świecie, m.in. do Wietnamu, do Peru, Hongkongu

Jaki procent produkcji stanowi eksport?

– Dochodzi nawet do 20 proc.

Kto jest głównym odbiorcą waszych produktów na rynku krajowym?

– Przede wszystkim największy koncern spożywczy świata – Nestle. Dużym odbiorcą są też zakłady mięsne: Animex, Sokołów, JBB i wiele innych, mniejszych. Skrobia ma ponad 2 tys. różnych zastosowań – poczynając od klusek śląskich, a na produkcji materiałów wybuchowych kończąc. Jako ciekawostkę mogę podać to, że naszym odbiorcą jest m.in. KGHM. Skrobia potrzebna jest do cykli technologicznych. Do jakich? Nawet tego nie wiemy.

A jak pan ocenia rynek skrobi? Czy jest on trudny?

– Jeszcze do niedawna funkcjonowanie utrudniały nam limity. Choć, patrząc globalnie, Polska miała je duże. Większość zakładów nie była nawet w stanie ich wykorzystać. W momencie kiedy weszliśmy do UE uprawa ziemniaka skrobiowego stała się nieopłacalna. Limitowanie produkcji, ustalanie cen minimalnych w euro, spowodowało, że część rolników odeszła od upraw ziemniaków. W woj. podlaskim mieliśmy jeszcze wyjątkowo silną konkurencję – mleczarstwo. Myślę, że branża jest o tyle trudna, że niełatwo jest o surowiec.
Moim celem jest doprowadzenie do takiej sytuacji, żeby standing finansowy całej grupy był na tyle mocny, żeby zapewnić producentom surowca stabilną, godziwą cenę co roku. Chodzi o to, żeby rolnik nie musiał się zastanawiać czy w danym sezonie coś zarobi czy nie.

To, że na naszym terenie plantatorów ubywa już wiemy, ale czy zmniejsza się także powierzchnia upraw?

– Jeszcze 6-7 lat temu do łomżyńskiego zakładu dostarczało ziemniaki prawie 4 tys. osób. W tej chwili mamy niewiele ponad 1300 dostawców. Co prawda następowała koncentracja i powierzchnia upraw nie spadła aż w takim stopniu jak liczba rolników współpracujących z firmą. Kiedyś w jednym gospodarstwie uprawiano od kilku do kilkunastu hektarów ziemniaków skrobiowych. Teraz od kilkunastu do kilkudziesięciu. Zdarzają się i plantacje liczące 100 czy 200 hektarów.

Pepees jest stosunkowo nowoczesnym zakładem. A jak wygląda sytuacja w zakładach, które zostały włączone do struktur Pepeesu. Czy wymagają one doinwestowania?

Tak, wymagają. Choć są to bardzo zbliżone technologie do tych, które mamy w Łomży. Zakład w Trzemesznie jest bardzo dobrze wyposażony. Zakład w Bronisławiu wymaga większych nakładów, ale są tam linie wydolne, które bez problemu mogą podjąć produkcję w trakcie kampanii.
Linie technologiczne w tych zakładach funkcjonują od kilku do kilkunastu lat. Dla porównania, w Pepeesie najnowsza linia pochodzi z 2006 r. Podobnie jest w Trzemesznie. W Bronisławiu może sprzęt jest trochę starszy, ale są tam bardzo dobrzy mechanicy, inżynierowie, którzy na bieżąco te maszyny konserwują i remontują.

Mógłby zdradzić pan plany firmy na przyszłość?

– Najważniejszy plan to utworzenie spółki holdingowej – roboczo nazwijmy ją Polska Skrobia - która będzie miała duży udział w rynku skrobi w Polsce. Największy. Nie wykluczamy, że jeśli będzie możliwość, to jeszcze nabylibyśmy jakiś mniejszy zakład, ale to będzie zależało od zgody Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Kupując Trzemeszno, przekroczylibyśmy 40 proc. rynku produkcyjnego. Ale uważam, że przy otwartym rynku w Europie, nie pojawi się taki problem, że zaoferujemy konsumentom wyższą cenę. Naszą korzyścią będzie to, że będziemy mogli zmniejszyć koszty produkty, liczyć na efekty synergii. Nawet przy niższej cenie jednostkowej za dany produkt, dzięki większemu wolumenowi, można uzyskiwać godziwe zyski.
Jeśli zakłady pozostaną rozproszone, tak jak w tej chwili, będzie źle. Wiadomo, są lata dobre, średnie i słabe. A jeśli te słabe zdarzą się jeszcze pod rząd, przy konkurencji zachodnioeuropejskich gigantów, pojedynczy zakład od razu narażony na utratę rentowności, problemy z płynnością. Ale duża spółka taki okres jest w stanie przetrwać dzięki zgromadzonym środkom finansowym czy synergii.

Kiedy może nastąpić budowa biogazowni i jakie będą korzyści dla firmy z takiego rozwiązania?

– Proponujemy wybudowanie biogazowni, która będzie pracowała na substracie jakim są ścieki odpadowe z produkcji skrobi ziemniaczanej i maltodekstryny. Służą ku temu specjalne reaktory przepływowe o krótkim okresie przebywania tego substratu wewnątrz. Osiągnęlibyśmy dwa efekty. Po pierwsze oczyścilibyśmy ścieki, które aktualnie są po wstępnym podczyszczaniu rozlewane na 1300 hektarach łąk. Służą za ekonawóz. Po drugie, ograniczylibyśmy koszty, bo zmniejszylibyśmy ładunek który jest w ściekach. W momencie przechodzenia przez reaktor powstaje biogaz, który byłby spalany. W ten sposób powstawałby prąd na własne potrzeby, a może i do sprzedaży. zmniejszylibyśmy więc koszty. Niestety, jest to na tyle kosztochłonna inwestycja, że bez uzyskania dotacji przynajmniej na 25 proc. całości inwestycji, nie jest to opłacalne ekonomicznie przez pierwsze 5-10 lat. I mogłaby na tyle obciążać finansowo spółkę, że zrealizowanie jej za pieniądze z kredytu nie byłoby ekonomicznie uzasadnione. Na Zachodzie większość tego typu firm ma swoje biogazownie. Mówiąc krótko – odzyskują pieniądze ze ścieków.

.

Więcej na temat: biznes, Łomża, firma, Pepees, Faszczewski, skrobia

Komentarze (2)

Przesyłając ten wpis akceptujesz politykę prywatności Mollom.