Płace. Tysiące dla związkowców.

07:20 śr. 25-11-2009 — maryla

A A A

Płace. Tysiące dla związkowców.

Nawet trzy tysiące złotych na rękę zarabiają podlascy związkowcy. Mają etaty, ale nie pracują zawodowo.

Spotkania, zebrania, przygotowywanie dokumentów, opiniowanie, zajmowanie stanowisk, spotkania na górze, w sekcji krajowej, z członkami zarządu regionu. Do tego mnóstwo telefonów: od rana i to nie tylko od członków związków zawodowych.

Tym – jak sami opowiadają – zajmują się etatowi związkowcy. Etatowi, czyli tacy, którzy nie wykonują już obowiązków zawartych w umowie o pracę. Ale pensje dostają od pracodawców.

Alicja Hryniewicka, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w białostockim szpitalu wojewódzkim, twierdzi, że inaczej się nie da. Sama bierze pensję pielęgniarską, ale pacjentami nie opiekuje się już od roku. – Przy ponad 400 związkowcach jest bardzo dużo problemów, telefonów – przekonuje.

Alina Worobiej, szefowa związków z Cefarmu, też od roku nie pracuje zawodowo. Pensję dostaje taką jak wcześniej. Nie chciała więcej. – Nie warto drażnić ludzi – mówi.

Dużo większy staż związkowy mają Jerzy Grodzki z PKP Przewozy Regionalne i Tadeusz Łukian z Bison-Bialu. Pierwszy nie pracuje zawodowo już od 1992 roku, zarabiając przy tym prawie 3 tys. brutto. Łukianowi druga czteroletnia kadencja kończy się w marcu. Ale zarabia mniej – około 1200 zł na rękę.

Wszyscy podkreślają, że są to ich jedyne pieniądze. Nie dostają żadnych funkcyjnych dodatków – ani od firmy, ani ze związków.

Ale są i tacy, co w związkach pracują za darmo. Jak choćby Andrzej Płoński z Zakładu Energetycznego Białystok. Na etat związkowy wysłał za to sekretarza (miesięcznie bierze z firmy 3 tys. złotych). A jak jedzie w delegację, ma służbowy samochód.

– To mniej więcej taka sytuacja, jakbym miał finansować adwokata strony przeciwnej w sporze sądowym. To chore – denerwuje się Wojciech Winogrodzki, szef firmy Computer Plus i prezes Podlaskiego Związku Pracodawców.

– Docierają do mnie sygnały, że zarobki niektórych działaczy, także w Białymstoku, są bulwersujące – mówi poseł PO Robert Tyszkiewicz. To poważne obciążenie dla firm. I przyznaje, że ustawę o związkach zawodowych powinno się zmienić, choć na razie rząd nie ma takich planów.

 

Tyle zarabiają
2500 zł Alicja Hryniewicka, szefowa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w szpitalu wojewódzkim w Białymstoku
3183 zł Alina Worobiej, szefowa związków w Cefarmie
3000 zł Jerzy Grodzki, szef Solidarności w PKP Przewozy Regionalne
*Zarobki brutto na podstawie deklaracji samych związkowców

Agata Sawczenko
asawczenko@prasapodlaska.pl
tel. 85 748 96 59
Twoja ocena: Brak Średnia: 4.3 (3 głosy)