Podsumowania. Nasz czarno-biały świat roku 2009.

12:20 pt. 01-01-2010 — maryla

A A A

Podsumowania. Nasz czarno-biały świat roku 2009.

Upadek ZNTK przejdzie zapewne do historii jako najbardziej wyrazisty fakt gospodarczy roku 2009 w województwie podlaskim. I to nawet nie dlatego, że zakłady padły, tylko dlatego, że razem z nimi padły całe Łapy.

To był trudny rok. Niby tylko spowolnienie, a nie kryzys, niemniej w skrajnych przypadkach pozbawił ludzi nie tylko pracy, ale i perspektyw. Firmy elastycznie zarządzane, szukające nowych rozwiązań marketingowych i technologicznych, nawet jeśli się zachwiały, odbudowują, albo wręcz poprawiają swoje miejsce na rynku. Sukces nie spadał im z nieba – zaczął się w ich głowach.

Grudzień. Wtorek. Równo połowa miesiąca. Warszawa. Plac Trzech Krzyży, przed siedzibą Ministerstwa Gospodarki. Stoczniowcy, kolejarze i pracownicy zbrojeniówki protestują przeciwko polityce rządu. Na plakacie zapowiadającym manifestację w Warszawie związkowcy umieszczają ośmiornicę-PO, która niszczy zakłady pracy w kraju. Jedna z macek czarnego potworka sięga do Łap – dusi ZNTK.

Ten sam dzień. Hotel Holiday Inn. Gala finałowa konkursu Krajowy Lider Innowacji 2009. W ubiegłym roku na takiej samej uroczystości nikomu z województwa podlaskiego nie wręczono nagrody. W tym roku było ich aż sześć – w tym trzy główne.

Taki to był rok. Zero-jedynkowy. Czarno-biały. Z jednej strony ewidentnej klęski. Z drugiej - sukcesu w dziedzinie, na której Podlasiu powinno zależeć najbardziej – innowacyjności. I właśnie ten 15 grudnia w stolicy pokazał dwa oblicza roku 2009 w naszym regionie.

Jazda po jednym torze

Upadek ZNTK przejdzie zapewne do historii jako najbardziej wyrazisty fakt gospodarczy roku 2009 w województwie podlaskim. I to nawet nie dlatego, że zakłady padły, tylko dlatego, że razem z nimi padły całe Łapy. Burmistrz miasta, Roman Czepe uznał to za największą klęskę od II wojny światowej. Choć burmistrz to poeta, tym razem nie przesadził z weną: faktycznie po wcześniejszym zamknięciu cukrowni nad okolicą zawisło widmo klęski społecznej.  Pociechą miało być utworzenie biogazowni w Łapach, ale i tu rozdęty nadziejami balonik sflaczał po pierwszych realnych przymiarkach: na razie zapowiada się, że nowy zakład zatrudni zaledwie kilkanaście osób.

Na placu boju, ze znaczących łapskich pracodawców, została już tylko mleczarnia. Ale przecież – choć ta branża jest na Podlasiu dojną krową – wszyscy śmietanki z niej spijać nie dadzą rady.

Zresztą termin klęska nie jest chyba właściwy przy analizowaniu sytuacji Łap. Bo tak naprawdę zawinił raczej brak biznesowej wyobraźni zarządu firmy: to koncepcja jazdy ZNTK wciąż po jednym torze – naprawy wagonów – okazała się dla firmy samobójcza. Gdyby nie kryzys, agonia może trwałaby dłużej, ale to co się stało, wykazało ewidentnie, że opieranie przedsiębiorstwa wciąż na tej samej i to tylko jednej nodze nie jest koncepcją na dzisiejsze czasy.

Prywatyzacja w pigułce

Znakiem czasu była też na pewno tegoroczna prywatyzacja ostatniego giganta (jak na naszą skalę) państwowego – Cefarmu Białystok. Widzieliśmy tu zarówno desperację państwa w poszukiwaniu finansowej plomby do zatkania bolesnej dziury budżetowej (sprzedać za wszelką cenę), jak i brak chętnych do inwestowania w tych trudnych czasach (widoczny choćby w tym, że na placu boju o Cefarm został tylko jeden Farmacol i nie można było nic wygrać na konkurencji między kupującymi).

Oba fakty razem wzięte spowodowały, że po pierwsze, zdaniem załogi – firma poszła za tanio, na zbyt łatwych dla nabywcy warunkach, a po drugie, zdaniem ekonomistów – sprzedano ją na warunkach rynkowych A te jaki były – każdy widział.. Nie udało się powtórzyć koncertowej sprzedaży „perły w kieliszku”, jaką był Polmos Białystok. I teraz pracownicy Cefarmu mogą już tylko liczyć, ile zyskają na przysługujących im akcjach. I że nowy właściciel (wbrew ich obawom) nie wyciśnie ich jak cytryny i nie zwolni pod byle pretekstem.

Know-how przejścia przez kryzys

A’propos zwalniania i drugiego wydarzenia, jakie miało miejsce 15 grudnia w Warszawie – sukcesu Podlasia w dziedzinie innowacyj-ności. Czy tylko przywiązanie do utartych torów (jak w ZNTK) i konserwatyzm myślenia kładły w mijającym roku firmy na deski? Odpowiedź, że tak, byłaby uproszczeniem. Bo przecież po etatach dostały także firmy mające już etykietę innowacyjnych w naszym regionie. Kłopoty miał Promotech. Zazgrzytało w silnikach napędzających spółkę AC. Ba, przecież obalony praktycznie na łopatki Bison Bial, jeszcze nie tak dawno był liderem w ogólnopolskich rankingach firm innowacyjnych.

Z drugiej strony w branży tak tradycyjnej jak budownictwo moglibyśmy wyliczyć kilka firm, które wyszły z trudnej sytuacji obronną ręką. Na czele z bielskim Unibepem, który wyrósł na lidera w skali kraju.
– Kryzys nauczył nas elastyczności i różnicowania oferty – mówi krótko Jan Mikołuszko, prezes Grupy Kapitałowej Unibep, zajmującej się i drogówką, i budownictwem obiektów sportowych, i mieszkaniówką, i produkującej domy segmentowe.

Część naszych firm widzi jednak nadal największą szansę dla siebie w nowych technologiach. To właśnie takie podejście pcha przedsiębiorstwa ku rozwijaniu własnych centrów badawczo-rozwojowych, laboratoriów. To dlatego chuchają i dmuchają na swoich “mózgowców”, których myśl konstruktorska, inżynieryjna pracuje na konkurencyjność firmy na rynku.

Pytanie, czy jednak na wynikach konkursu Krajowy Lider Innowacji można już opierać wniosek, że wreszcie Podlasie innowacjami stoi?
Niestety nie. Widać to choćby z obserwacji Podlaskiej Fundacji Rozwoju Regionalnego, zajmującej się w regionie Programem Operacyjnym Innowacyjna Gospodarka. Choć tych kilku liderów ma coraz większy ciężar gatunkowy w skali kraju, to i tak Polska nam ucieka.
– Przyjmuję prosty miernik: firmy z woj. podlaskiego to 2,5 procent wszystkich firm polskich – mówił Marek Dźwigaj z Fundacji. – Zakładam więc, że jeżeli dostajemy z tego dotacyjnego tortu więcej niż 2,5 procent, to jest dosyć dobrze. Jeżeli dostajemy mniej, to znaczy, że ucieka nam świat. I to uciekanie już widać.

O ile więc wspaniałym wydarzeniem kończącym rok był wysyp nagród dla podlaskich firm, o tyle trzeba też pamiętać, że gdy cała Polska stała w kolejkach po dotacje na e-biznes, bijąc się prawie o miejsca na liście chętnych, u nas tych wniosków było tylko 40.
Nikt się nie bił. A – tym razem – szkoda.

Maryla Pawlak-Żalikowska
mzalikowska@prasapodlaska.pl
tel 85 7489 552
Nie oddano jeszcze żadnego głosu