Sery z Podlasia. Potrzebny jest im rynek zbytu.
Sery korycińskie (na zdjęciu), narwiańskie czy z Wiżajn są znane i cenione w regionie
Resort rolnictwa pracuje nad tym, by zmienić obowiązujące przepisy, które są bardzo niekorzystne dla podlaskich producentów serów.
Od września podlascy producenci serów mogą sprzedawać swoje wyroby tylko na terenie województwa i powiatów z nim sąsiadujących. Wcześniej nasi rolnicy mogli sprzedawać sery czy swojską kiełbasę (w ramach MOL – produkcja marginalna, ograniczona, lokalna) na terenie województw sąsiadujących. Stracili największy rynek zbytu – tj. Warszawę.
W minionym tygodniu wiceminister rolnictwa, Tadeusz Nalewajk odwiedził kilka podlaskich gospodarstw specjalizujących się w produkcji sera korycińskiego i spotkał się z innymi podlaskimi serowarami. Zapewnił, że ministerstwo rolnictwa pracuje nad wydaniem nowego rozporządzenia, które umożliwiałoby producentom serów sprzedaż ich produktów na terenie całej Polski.
– Minister mówił nam, że zostanie stworzone coś pośredniego, pomiędzy działalnością MOL, a przedsiębiorstwem, które może produkować na całą Europę – mówi Agnieszka Gremza, producentka serów z Szumowa. – Tylko ile będziemy musieli na to czekać? Zanim rozporządzenie powstanie, zanim wejdzie w życie, minie wiele czasu. Ja czekać nie mogę.
Jak mówi, w serowarnię zainwestowała dorobek życia, teraz musi produkować sery i spłacać kredyt. Ma ona 25 krów dojnych i dziennie przerabia na sery 700 litrów mleka.
– Ja swoimi serami mogę zarzucić cały Białystok – mówi producentka z Szumowa.
Danuta Popko, właścicielka serowarni w Kościukach ocenia, że zanim ministerstwo to wszystko „odkręci”, minie 1,5-2 lata. A co w tym czasie mają robić producenci?
– Jestem rozgoryczona, bo po pięciu latach od uruchomienia serowarni, kiedy mam już klientów, moje sery mają wyrobioną markę i widzę, że przedsięwzięcie to przynosi dochód, pozbawia się nas głównego rynku zbytu – mówi.
Poza tym, jak zauważa, to rozwiązanie, o którym mówił wiceminister wiązałoby się z koniecznością spełnienia dodatkowych wymogów.
– Tłumaczy się nam, że powinniśmy funkcjonować na takich zasadach jak mleczarnie, zdobywać unijne rynki, ale ja uważam, że na to jest jeszcze za wcześnie – mówi Danuta Popko.
Zobacz też: Podlaskie sklepy osiedlowe. Pierekaczewnik? Sery korycińskie? - czyli handel bez rutyny






Komentarze