A A AAktualnościkomentarze (0)

Unia zabierze dopłaty. Podlascy plantatorzy stracą pracę

Nad plantatorami tytoniu zbierają się czarne chmury. Wszystko przez to, że Komisja Europejska chce ich pozbawić dopłat do uprawy tej rośliny.

Nad plantatorami tytoniu zbierają się czarne chmury. Wszystko przez to, że Komisja Europejska chce ich pozbawić dopłat do uprawy tej rośliny.

Jest rok 1492. Do jednej z wysp Bahama dopływa statek Krzysztofa Kolumba. Tubylcy z plemienia Arawaków częstują podróżnika suszonym tytoniem. Dzięki Kolumbowi tytoń dociera do Europy, gdzie błyskawicznie znajduje wielu zwolenników. Ta historia dała początek przemysłowi, który obecnie stanowi główne źródło dochodów niemal każdego budżetu na świecie.

W Polsce branża tytoniowa zapewnia niemal 10 procent wszystkich wpływów budżetowych. Wkrótce może się to zmienić. Winna jest unijna polityka rolna.

Zagrozi nam bankructwo

Od 2010 roku plantatorom tytoniu nie będą już przysługiwały dopłaty do produkcji. To pomysł Komisji Europejskiej.
– W zamian proponuje się nam coś niebywałego i niezrozumiałego. Przez najbliższe trzy lata Unia chce nam dawać dopłaty niezwiązane z produkcją tytoniu. Czyli mamy nic nie robić, siedzieć cicho i brać darmowe pieniądze. To skandal! Jak można płacić za podobne podejście do pracy? W człowieka wejdzie leń i nic dobrego z tego nie wyniknie. Darmowe pieniądze skończą się w 2013 roku, a co będzie dalej, tego nie wie nikt. Pewnie usłyszymy wtedy coś w rodzaju „teraz róbta, co chceta”. Nie zamierzamy bezczynnie przyglądać się takiej polityce – zapewnia Jan Milanowski, prezes zarządu Zrzeszenia Producentów Tytoniu „Tabako” z siedzibą w Suchowoli.

Do zrzeszenia należy obecnie około 500 plantatorów z województw podlaskiego i warmińsko- mazurskiego. W całym kraju tytoniowe uprawy prowadzi blisko 15 tys. rolników.

– Kiedy Unia zabierze nam dopłaty, produkcja tytoniu stanie się nieopłacalna. Co wtedy będzie z tymi wszystkimi ludźmi, którzy zarabiają na życie na tytoniu? I nie chodzi tutaj wyłącznie o plantatorów i ich rodziny. Są jeszcze tysiące osób pracujących przy zbiorach, odbiorcy surowca. Wszystkim może grozić bankructwo! My chcemy uczciwie pracować i dostawać za to godne wynagrodzenie – przekonuje Karol Borowski, plantator z Hamulki koło Dąbrowy Białostockiej.

Wszyscy mają rzucić palenie

Plantatorzy tytoniu obawiają się, że Unia chce im zgotować taki sam los, jaki niedawno spotkał podlaskich cukrowników.
– Najpierw zrobili porządek z nimi, a teraz zabierają się za nas. Ale z plantatorami tytoniu tak łatwo im nie pójdzie! – denerwują się właściciele upraw.
Walkę „o być albo nie być” rozpoczęli jesienią ubiegłego roku na proteście przed siedzibą Parlamentu Europejskiego. Do Brukseli pojechało blisko 600 polskich plantatorów. Znaleźli się wśród rolników z różnych zakątków Starego Kontynentu.

– Bruksela dowiedziała się o plantatorach, którzy zrobią wszystko, żeby ktoś ich wysłuchał i podjął sensowne decyzje – mówi Karol Borowski.
Właściciele tytoniowych upraw nie ukrywają, że są zbulwersowani postawą ministra rolnictwa Marka Sawickiego: – Usłyszeliśmy od niego, że postulaty plantatorów nie są dla Polski priorytetem. Zasugerował nam, abyśmy przestawili się na inną działalność. Z kolei Polacy mają pójść jego śladem i rzucić nałóg palenia! To nie do pomyślenia, żeby tak się zachowywał polski minister – nie kryją zdenerwowania plantatorzy.

Zwracają również uwagę na inną ważną kwestię: – Z unijnej kasy wydano ponad 5 mln euro na znalezienie sensownej alternatywy dla uprawy tytoniu w Europie. I… nic nie udało się znaleźć! Pomimo tego unijni politycy dalej uparcie drążą temat zlikwidowania tytoniowych upraw – mówi prezes Jan Milanowski.

Brukselo, opamiętaj się!

Każdy z członków zrzeszenia „Tabako” uprawia tytoń na powierzchni średnio 1,5 ha. Największym plantatorem w tym gronie jest Karol Borowski.
– Uprawiam aż 13 ha tytoniu. Zacząłem w 2003 roku. Nie widziałem siebie w innej roli. Zdawałem sobie sprawę z tego, jakie realia panują w rolnictwie. Tak się złożyło, że w uprawie tytoniu odnalazłem swoją pasję. Teraz mówi się nam, żebyśmy poszukali jakiejś alternatywy dla tego zajęcia. Ale przecież myśmy zainwestowali ogromne pieniądze w nowoczesne maszyny do uprawy i suszenia tej rośliny! – podkreśla plantator z Hamulki.

Istotną kwestią jest również to, że tytoń świetnie rośnie na słabych glebach, dzięki czemu zapewnia plantatorom dochody, których nie mogliby uzyskać w przypadku innych upraw, zwłaszcza, gdy areał jest niewielki. – Mamy u siebie piątą bądź szóstą klasę gruntów. Tymczasem radzi się nam, żeby zacząć uprawiać… zioła. To jeden wielki absurd. Żadne zioła nie wyrosną na takiej ziemi! Chciałoby się powiedzieć: Brukselo, opamiętaj się! – dodaje Jan Milanowski.

Zdaniem plantatorów, likwidacja tytoniowych upraw, przyniesie skutki odwrotne od zamierzonych. Po pierwsze będzie to utrata miejsc pracy, po drugie – brak wpływów do budżetu z tytułu podatku akcyzowego ze sprzedaży papierosów.
– Zresztą, palaczy nie zlikwiduje się z dnia na dzień. Skoro nie będzie można kupić tytoniu legalnie, to rozwinie się czarny rynek oferujący ten produkt – podsumowują plantatorzy.
 

Więcej na temat: plantatorzy, dopłaty, tytoń, suchowola

Komentarze

Przesyłając ten wpis akceptujesz politykę prywatności Mollom.